Z Dziejów Dawnego Łańcuta – “Wzdłuż ulic i uliczek˝ cz. II – wykład Joanny Kluz

   W styczniu 2020 r. rozpoczęto realizację projektu pt. Z dziejów dawnego Łańcuta , obejmującego cykl otwartych wykładów, poświęconych historii miasta. Program prowadzony jest we współpracy czterech łańcuckich podmiotów tj. Urzędu Miasta Łańcuta, Muzeum-Zamku w Łańcucie, Miejskiego Domu Kultury i TV Łańcut. Okolicznością, dla której podjęto się inicjatywy zaprezentowania mieszkańcom wybranych zagadnień z dziejów miasta, stał się jubileuszu 670-lecia Łańcuta, obchodzony w 2019 r.

Reklama

   W ramach podsumowania tej rocznicy, a przede wszystkim dla przypomnienia najważniejszych faktów i przybliżenia ducha dawnego Łańcuta, co miesiąc w MDK’u odbywają się wykłady, które prowadzi kierownik Działu Historii Miasta Muzeum Zamku w Łańcucie –  kustosz Joanna Kluz. Każdemu z wystąpień towarzyszy prezentacja, którą tworzą archiwalne materiały ilustrujące minione wydarzenia. Odbyte dotychczas trzy spotkania, kolejno poświęcone były okolicznościom powstania miasta, w tym jego pierwotnemu krajobrazowi i życiu codziennemu mieszkańców oraz kształtowaniu się miejscowych placów i ulic w tym dziejom usytuowanych przy nich budynków.

   Podczas ostatniego wykładu mogliśmy poznać m. in. historię ojca Józefa Woytechowskiego (czeskiego pochodzenia), który związany był z Łańcutem.
Tematem dalszych wykładów będzie m.in. rozwój przemysłowy Łańcuta, a także militarne znaczenie twierdzy Lubomirskich w dobie wojen prowadzonych na przełomie XVII i XVIII w.

O. Józef Woytechowski urodził się w 1810 roku w miejscowości Welwarach, na północ od Pragi, jako syn Józefa Woytechowskiego nauczyciela ludowego oraz Magdaleny z domu Schoenfelder, jako jedno z trojga dzieci. Rodzice Józefa byli ludźmi niezwykle pobożnymi, wszystkie ich dzieci związały swoje dorosłe życie ze służbą Bogu. Po ukończeniu z wyróżnieniem studiów filozoficznych w Pradze Józef wstąpił do wojska, w którym dosłużył się stopnia oficera. Postanowił jednak zamienić mundur żołnierski na sutannę, wstępując do seminarium biskupiego w Pradze na wydział teologiczny, gdzie został wyświęcony 2 sierpnia 1835 roku.
Doceniony przez mieszkańców Pragi i swojego biskupa otrzymał urząd administratora przy kościele św. Mikołaja. W 1854 roku z woli przełożonych objął urząd kaznodziei pomocnika przy parafii łańcuckiej. Szczególnie bliski był mu lud wiejski. Na początku jego pobytu w Łańcucie w 1855 r. wybuchła cholera, która dziesiątkowała społeczeństwo Galicji oraz całą Europę. O.Wojtechowski całymi dniami odwiedzał zarażonych, pocieszał umierających i przygotowywał na sąd Boży, nie bacząc na własne życie. Witano go wszędzie serdecznie, sami Żydzi prosili go, aby odwiedzał ich chorych i ratował. Nikomu nigdy nie odmawiał i niejednokrotnie trafnymi przepisami niejednego przy życiu zachował. Odtąd ludność z Łańcuta i okolic przyrzekła udawać się do niego nie tylko w potrzebach duchowych, ale i w dolegliwościach cielesnych. Nie był lekarzem, ale umiał dobrze korzystać z doświadczeń. Najprostsze, nieraz tylko pozorne lekarstwa okazywały się w jego rękach niezwykle skuteczne. Codziennie po południu objeżdżał wsie należące do obszernej łańcuckiej parafii, mówiąc o zasadach wiary i moralności chrześcijańskiej czy to w wiejskiej chacie czy w szkółce, które zakładał. Przez dzieci nazywany był „księżuszkiem”. Podczas pobytu w Łańcucie wysłano go do Pragi, aby tam objął urząd kaznodziei, jednakże tęskniąc za swoimi parafianami zdecydował się powrócić do miasta, by resztę życia spędzić w nim i czuwać nad jego społecznością. Potrafił w sposób niewytłumaczalny odgadywać niebezpieczeństwa grożące miastu i okolicznym wsiom, próbując je zniweczyć, chronił tym samym ową społeczność. Zachęcał do prenumerowania Chaty, która była dostępna w parafii, w której umieszczał artykuły i przestrogi. Wielką sympatią darzył kościółek w Soninie, który dźwignął z upadku i całkowicie odnowił z pomocą dobrowolnych składek, które zbierał co niedzielę i w święta. W 1875 r. podczas odprawiania nieszporów w uroczystość św. Stanisława Kostki w filialnym kościółku w Soninie zasłabł i stracił mowę. Po przywiezieniu do Łańcuta zmarł po 9 dniach 23 listopada 1875 r. Pogrzeb ks. Józefa Woytechowskiego na łańcuckim cmentarzu był wielką manifestacją ludu, który przyszedł pożegnać swego dobrodzieja, śpiewając mu pieśni od świtu do zmierzchu. W 1916 roku społeczność Łańcuta ufundowała pomnik swojemu kapłanowi, który po dzień dzisiejszy stoi na łańcuckim cmentarzu. Jak wynika z licznych świadectw ksiądz nadal ochrania swoje miasto i okolicę, które przez lata były jego domem.
 
MDK Łańcut
 

Post Author: Adam Kunysz